Blog
WZZW
WZZW
WZZW S t r o n a WZZW
0 obserwujących 19 notek 37747 odsłon
WZZW, 30 sierpnia 2015 r.

Lech Zborowski: Jak doszło do sierpniowego strajku

6282 55 0 A A A

Andrzej Gwiazda wyciągąjąc słuszne wnioski z przelatujących przez kraj krótkich strajków uważał, że do ewentualnego protestu w Gdańsku należy się bardzo solidnie przygotować. Dotychczasowe strajki kończyły się niemal tak szybko jak wybuchały. A kończyły się z reguły niczym innym, a tylko obietnicą podwyżki płac. Zważając, że strajki powodowane były wzrostem kosztów życia, sprawą oczywistą było, że podwyżki płac są żądaniem zasadniczym. Andrzej Gwiazda uważał jednak, że w razie strajku na gdańskim podwórku można, a przynajmniej należy próbować osiągnąć więcej. Wszyscy w Wolnych Związkach Zawodowych Wybrzeża z tym założeniem zgadzali się bez zastrzeżeń. Wszyscy, z wyjątkiem Bogdana Borusewicza. Ten, owładnięty wizją Kuronia, naciskał na jak najszybszą próbę wywołania strajku.

Gwiazda miał jednak mocne argumenty. Uważał słusznie, że środek wakacji nie jest najlepszym czasem aby przekonać ludzi do strajku. Zwłaszcza, że sytuacja zarobkowa pracowników stoczni była dużo lepsza niż większości innych na Wybrzeżu. Ponadto uznawał, że najważniejszą sprawą do osiągnięcia było spopularyzowanie idei Wolnych Związków, co wymagało przygotowania odpowiednich materiałów. Oczywiście nikt nawet przez chwilę nie zakładał, że mogą powstać warunki do ich legalnego stworzenia. Chodziło o to, aby wykorzystać ewentualny protest i przedstawić ludziom na czym ta idea miała polegać i ewentualnie rozszerzyć zakres działania i siłę trójmiejskich WZZów. Gwiazda zdecydowanie obstawał przy konieczności prawdziwie solidnego przygotowania się. W każdej rozmowie powtarzał że, niezależnie od sprzyjających okoliczności, możemy mieć tylko jedno podejście i tylko jedną szansę i nie wolno jej zmarnować przez niczym nie uzasadniony pośpiech.

Była jednak inna, ważniejsza przyczyna, dla której pośpiech nie wydawał się wskazany. Większość z nas miała odczucie, że przechodząca przez Polskę fala niezadowolenia nie była do końca przypadkowa. Podczas rozmów wracało stale podejrzenie, że komuś w komunistycznych władzach taka sytuacja była mocno na rękę. Sugerowało to dość dziwne zachowanie władz. Prowokacja była całkiem realną możliwością. Tym bardziej więc pośpiech wydawał się niczemu nie służyć.

Borusewicz nie chciał tych argumentów słyszeć, ale też nie miał specjalnej alternatywy, ponieważ jako samotny przedstawiciel KORu w Trójmieście nie miał zaplecza w ludziach, aby cokolwiek zdziałać na własną rękę. Ponadto traktując od dawna WZZy czysto instrumentalnie, wykorzystując je głównie do urzeczywistnienia takich czy innych swoich akcji, nie zauważył, że w tamtym czasie w wybrzeżowych Wolnych Związkach wyrosła już silna i aktywna grupa młodszych działaczy, której większość miała bardzo określony stosunek do Kuronia i jego grona. Borsuk mimo sporej popularności wśród młodszych WZZowców nie był w stanie przełożyć tej sympatii na osobę Kuronia, który wśród większości tych chłopaków nie był zbyt popularny. Dlatego też wiadomość, że Kuroń domaga się strajku czy czegokolwiek innego, nie odbijała się wielkim zainteresowaniem tej części grupy. Nikt więc nie zamierzał rzucać się w wir działania tylko dlatego, że słynny Borsuk próbował za wszelka cenę zaimponować swojemu korowskiemu idolowi.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że przez wiele lat Borusewicz zdecydowanie zaprzeczał jakoby Kuroń nalegał na organizowanie strajku w Trójmieście. Oczywiście efekt tego kłamstwa jest taki sam jak w przypadku innych kłamstw Borusewicza i powoduje utratę wiarygodności jego opowieści. Jeszcze w 1991 roku przy okazji prowadzonego wywiadu dziennikarz zapytał go czy Jacek Kuroń naciskał na zorganizowanie strajku? Borusewicz jak zwykle odpowiedział: „nie było żadnych nacisków”. Problem w tym, że sam Kuroń w nieskończonej ilości własnych wywiadów opowiadał jak to stale wysyłał do Gdańska zapytanie: „Na co wy tam jeszcze czekacie?”.
Andrzej Gwiazda, wspominając ten wątek, pisze w swojej książce: „Kuroń się denerwował – cała Polska strajkuje, a wy nic.”

Korowski przyjaciel Borusewicza, Henryk Wujec, występując w telewizji ponad trzydzieści lat po pamiętnym sierpniu przypominał: „ Bogdan Borusewicz przyjechał przed strajkiem do nas do Warszawy i powiedział, szykujemy strajk, szykujemy. Bo mówiliśmy: w całej Polsce są strajki. Co wy robicie w tym Gdańsku? Nie ma strajku do tej pory.”

Borusewiczowi taka wersja nie pasowała jednak wyraźnie do stworzonej później przez niego opowieści, że do wywołania strajku skłoniła go tylko i wyłącznie spontaniczna chęć obrony Anny Walentynowicz. Dlatego też przez lata miota się w tym temacie, raz to zaprzeczając swym korowskim idolom, innym razem nieśmiało przytakując.

Tymczasem sytuacja w Trójmieście nie wskazywała na to, aby którykolwiek większy zakład poszedł w tym czasie drogą innych i stał się miejscem jakiegoś pracowniczego protestu. Uznaliśmy, że należy przeczekać kilka tygodni i przygotowując się poczekać na powrót ludzi z urlopów i lepszego rozeznania intencji komunistycznych władz. Sytuacja Anny Walentynowicz wydawała się ustabilizowana. Cześć WZZowców przebywało poza Gdańskiem. Joanna i Andrzej Gwiazdowie wyjechali również na krotki wypad w góry. Bogdan Borusewicz wydawał się być z tej sytuacji niezadowolony, ale nie mając żadnej alternatywy musiał ten fakt zaakceptować.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Kultura